15 lecie Galerii

Małgorzata Kołowska

 

15 lat Galerii na Piętrze

 

Testament Leonarda

 

Niektórzy twierdzą, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są też tacy, którzy twierdzą coś przeciwnego – że są ludzie niezastąpieni. A prawda leży, jak zwykle, po środku... Jest też i inne powiedzenie; mówiące o tym, że największą bodaj sztuką w życiu jest dochować się godnego następcy.

Zwolennicy tezy o tym, że pewnych osób nikt nie jest w stanie zastąpić, znajdą argumenty w historii koszalińskiego Biura Wystaw Artystycznych, którym przez 20 lat kierował Leonard Kabaciński. Jego zasługą było to, że koszalińskie BWA zyskało sobie wysoką rangę wśród licznych instytucji spod tego znaku w Polsce. Głównie zyskało uznanie artystów, BWA w Polsce były wszak dla nich. Międzynarodowe Spotkania Artystów, Naukowców i Teoretyków Sztuki w Osiekach, które Leonard Kabaciński współtworzył, stanowią najjaśniejszą kartę powojennej historii Koszalina.

Zarówno jego dyrekcję w BWA jak i „Osieki” zmiotła fala historii, a mówiąc wprost: stan wojenny, który zawiesił działalność związków twórczych, zastosował klucz partyjny do obsadzania stanowisk w instytucjach kultury i zamroził wiele cennych inicjatyw artystycznych, w których udział mógł być odebrany jako kolaboracja z komunistycznym reżimem.

Odejście Leonarda Kabacińskiego stanowiło początek końca koszalińskiego BWA. Był człowiekiem w tym miejscu niezastąpionym. I pewnością nie była to kwestia tylko kwalifikacji – Leonard ukończył studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu na Wydziale Historii. Historię sztuki studiował samodzielnie non-stop – precyzuje Jadwiga Kabacińska. Była to też zasługa osobistej kultury i uroku. Dziś po dawnym salonie wystawienniczym pozostał jedynie budynek, który po rozwiązaniu BWA stał się Domem Sztuki i Architektury, w którym jednak sztuka się nie ostała, obiekt zaś popadł w stan urągający jakimkolwiek architektonicznym standardom. W stan ewidentnej ruiny popadł też „letni salon” BWA na terenach zwanych „podożynkowymi”, gdzie swoje duże wystawy mieli tak znaczący artyści, jak Józef Szajna, Władysław Hasior i Stanisław Kulon.

O tym, że Leonard Kabaciński był w BWA człowiekiem – instytucją świadczył nie tylko jego utrwalona na ściennym fresku sylwetka. Był to jednak widomy znak, kto tu rządzi i nadaje ton dziejącym się tu wydarzeniom. A ton ten sprzyjał oficjalnym, półprywatnym i całkiem prywatnym (co nie znaczy, że nie twórczym) spotkaniom artystów z różnych obszarów sztuk i dziennikarzy owymi sztukami się interesujących. „Mój wspaniały Medyceuszu – pisał do Leonarda Kabacińskiego Władysław Hasior, który wernisaż w koszalińskim BWA cenił sobie wyżej od otwarcia wystawy w Londynie.

Dzięki BWA, a także osieckim więcej-niż-plenerom Koszalin, przez dwa dziesięciolecia gościł najwybitniejszych twórców i teoretyków sztuki współczesnej. Co ważniejsze – oni chcieli tu bywać. Wiele nazwisk trzeba by wymienić: Stanisława Fijałkowskiego, Ernę Rosenstein, Andrzeja Gieragę, Aleksandrę Jachtomę, Jana Dobkowskiego, Leszka Rózgę, Zygmunta Kotlarczyka, Józefa Robakowskiego z którymi bliski kontakt datuje się od czasów Osiek, których rangę nadawali też Artur Sandauer, Jonasz Stern, Tadeusz Kantor i inni wielcy. Te trudne do przeceniania kontakty i związki szczęśliwie przetrwały do dziś, po odejściu z BWA i przejściu na niewątpliwie zasłużoną emeryturę Leonard Kabaciński bowiem nie spoczął na laurach. Wcielił w życie marzenie o własnej galerii. Otwarta została 9 lutego 1991, w kamienicy przy ulicy Dworcowej 2, na pierwszym piętrze – stąd też i nazwa galerii – „Na Piętrze”.

Podobnie jak wcześniej, podczas wernisaży w BWA czy podczas spotkań w Osiekach tak i podczas tego wernisażu towarzyszyła mu żona Jadwiga. Dziesięć lat później powie ona: - Nieświadomie Leonard zaprogramował moje życie także po swoim odejściu . To było tak wielkie jego marzenie - że skoro się spełniło – galeria musiała przetrwać.


 

Leonard Kabaciński cieszył się swoją galerią przez dwa lata (odszedł w 1993 r.), licząc w tym okres choroby w ostatnim okresie życia. Jadwiga Kabacińska od piętnastu lat wypełnia duchowy testament męża. Stała się nie tylko godną następczynią, ale „galerniczką” z krwi i kości, która twórczo rozwinęła ideę męża. Stworzyła miejsce prezentacji sztuki naznaczone własną osobowością – prawdziwy salon sztuki, którego bez wątpienia jest Pierwszą Damą. I wydaje się niezastąpiona!

Podejmując dzieło Leonarda oparła się na doświadczeniach i znajomościach zawartych w dawnym BWA i Osiekach. Dom Kabacińskich – co z pewnością było zasługą pani tego domu - był zawsze otwarty i gościnny dla artystów. Umożliwiło to w konsekwencji kontynuację działalności galerii „Na Piętrze” gdy już zabrakło jej twórcy. – Leonard zawsze miał szeroki gest. A moja życzliwość i serdeczność zaprocentowały tak, że żaden artysta, do którego zwracałam się z zaproszeniem, nie odmówił przyjazdu.

W ciągu piętnastu lat działalności galerii „Na Piętrze” odbyło się tu ponad sto wernisaży. Ich bohaterami byli twórcy wybitni, akademicy i ci, którzy burzą zastany porządek w sztuce, legendy polskiej awangardy, profesorowie akademii sztuk pięknych i młodzi – dobrze zapowiadający się, czasem gniewni. Prezentowane były różne dyscypliny twórczości plastycznej: malarstwo, grafika, rysunek, ceramika, rzeźba, tkanina artystyczna, instalacje. Większość wernisaży pretendowała do miana wydarzenia artystycznego, a każdy był wydarzeniem towarzyskim.

Galeria zawsze łączyła (musiała łączyć) sztukę wysoką z komercją. Za czasów Leonarda i przez pierwsze lata prowadzenia galerii samodzielnie przez Jadwigę Kabacińską szeroko obecna tu była sztuka użytkowa – od ceramiki poprzez wiklinę po biżuterię i odzież – prawda, że unikatową. Od kilku lat funkcja wystawiennicza łączona jest ze sprzedażą profesjonalnych materiałów plastycznych, choć nadal można tu kupić artystyczne drobiazgi.

Jadwiga Kabacińska przyznaje, że prowadzenie galerii niezauważalnie stało się jej pasją, choć praca ta często wydawała jej się iście syzyfową. O artystach, którzy gościli „Na Piętrze” (a zawsze także i w prywatnym domu), ona sama mówi, że nadają sens jej wysiłkom i patronują planom. „Ta galeria to także wypełnienie duchowego testamentu Leonarda, który promowanie sztuki współczesnej obrał sobie jako zadanie i cel życia. (...) Promocja i popularyzacja sztuki współczesnej nie jest zadaniem łatwym. Ale, prawdę mówiąc, nie widzę dla siebie ważniejszego zadania, niż to właśnie. A plany mam co najmniej śmiałe” – mówiła podczas wernisażu otwierającego działalność galerii „Na Piętrze” w nowej siedzibie.

Większość 2006 roku bowiem stała pod znakiem remontu i adaptacji nowych pomieszczeń (przy ul. Dworcowej 8) na potrzeby galerii, która w ten oto sposób przeniosła się z piętra na parter. Otwarcie nowej siedziby planowane było na grudzień 2006 roku, ale trudności techniczne kazały przesunąć ten termin na styczeń 2007 roku. „Z radością, ale i ze wzruszeniem opuściłam wysokie, powiedziałabym podniebne pokoje, bardzo ulubione przez cyganerię artystyczną, która w nich chętnie bywała, na rzecz jasnych przestronnych salonów – mówiła Jadwiga Kabacińska 27 stycznia witając gości w nowej już siedzibie. „Z łzą sentymentu wspominam lata, kiedy przyjaciele-artyści, znajomi i po prostu ciekawscy forsowali kręte, niewygodne schody, i nie żałowali tego wysiłku, i tych niewygód, bo zawsze czekała ich interesująca wystawa, spotkanie, rozmowa...”

„Od wielu dziesięcioleci sztuka jest moim domem. Miła przygoda intelektu i serca, którą dzieliłam z Leonardem, a przez ostatnie dziesięć lat z Andrzejem Słowikiem, nauczyła mnie, że oglądanie obrazów nie może przebiegać spokojnie. Stąd spory, gorące dyskusje, a nawet kłótnie, jakie widziała galeria „Na Piętrze” są dowodem, że często trafiałam w sedno”.

Bez fałszywej skromności Jadwiga Kabacińska ma świadomość, że Galeria na Piętrze ma swoje istotne miejsce nie tylko w Koszalinie, że jest co najmniej znana (a jest też ceniona) w Polsce. Nie wątpi, że w nowym miejscu i lepszych warunkach – dosłownie: bliżej ulicy - stanie się bliższym i tym ciekawszym miejscem spotkań ze sztuką współczesną koszalinian i odwiedzających miasto turystów.